Kot Karima, Miś Mat i Murzynka Pyza

Czasem świat mnie zaskakuje, niekoniecznie pozytywnie. W czasie urlopu nad morzem sporo czasu spędzałyśmy z Pyzą na placu zabaw w naszym ośrodku – wiadomo – okazja na kontakt z dziećmi i na trochę szaleństwa na zjeżdżalni i drabinkach. Przez kilka dni wszystko było w porządku, żadnych większych zgrzytów czy spięć, aż tu nagle niespodzianka! Pyza biegnie na plac zabaw, a któraś ze starszych (5-6 lat) dziewczynek nagle woła – „Patrzcie! Murzynka biegnie! Uciekamy!”. Wmurowało mnie, całkiem serio mnie zatkało i nie zareagowałam. Później pomyślałam, że mogłam chociaż zapytać dlaczego tak woła.

W każdym razie tego dnia zabawy nie było, bo dzieciaki zaczęły Pyzy unikać, a ona nie rozumiała dlaczego. Może i lepiej, że nie rozumiała… Następnego dnia przyjechali nowi goście z dziećmi więc Pyza miała nowe towarzystwo i nie przejmowałyśmy się specjalnie tym, że ktoś inny nie chce się bawić.

Gwoli ścisłości dodam, że Pyza ma z murzynką tyle wspólnego co ja. Ma, podobnie jak ja, bardzo jasną cerę, zielone oczy i jedyną wyróżniającą ją cechą są bardzo kręcone włosy, ale brązowe, miękkie, powiedziałabym „europejskie”, takie jak ma wiele innych dzieciaków, może trochę gęstsze niż standardowe. Co więc Pyzę wyróżnia? Tata. Tata, który też nie jest murzynem. Jednak nie jest też Polakiem i widać to po nim. Mogę się tylko domyślać, że dzieci usłyszały coś od rodziców komentujących Pyzowego tatę, przekręciły po swojemu i nagle młodsza koleżanka przestała być koleżanką…

Wiem, że czeka nas więcej takich sytuacji. Ale, szczerze mówiąc, myślałam, że jeszcze nie teraz. Nie do końca jeszcze wiem jak to Pyzie tłumaczyć i będę musiała to jakoś przepracować. Chociaż jak znam życie, ja się przygotuję, a zaskoczy mnie coś nieprzewidywalnego. Poradzimy sobie. Na razie staram się, żeby w naszej biblioteczce pojawiały się książki, które pokazują takie rodziny jak nasza, mieszane. Albo po prostu rodziny z innych państw, kręgów kulturowych. Wiem, że Pyzy nie zaskoczy to, że są dzieci o innym kolorze skóry – bo już takie widziała (na pewno nie bardziej niż zaskoczył ją widok chłopca bez majtek na plaży, oczu nie mogła oderwać…), ale chciałabym, żeby takie rodziny były w naszym otoczeniu – choćby w książkach.

Pamiętacie może, jak pisałam Wam o naszych ukochanych książeczkach o Lalo, Babie i Bincie? One właśnie poza innymi, licznymi zaletami, mają tę jedną – pokazują taką mieszaną rodzinkę. Te książeczki są przeznaczone raczej dla małych dzieci. Ostatnio w księgarni znalazłam dwie inne pozycje, przeznaczone dla dzieci starszych – i te książki chciałabym Wam dzisiaj pokazać.

 

Mat i świat

Miś Mat urodził się w Chinach, a dokładniej został uszyty dziecięcymi rączkami w jednej z tamtejszych fabryk. Przewędrował kawał świata, mieszkał u kilku rodzin – w tym w Polsce i w Egipcie. Jego przygody mogą być doskonałym wstępem do rozmowy o wielu ważnych i trudnych tematach, zwłaszcza tych dotyczących różnorodności otaczającego nas świata. Książka posługuje się pewnymi stereotypami i chyba tylko to mnie odrobinę w niej raziło – jednak zdaję sobie sprawę, że książka poruszająca niełatwe tematy i skierowana do dzieci musi takie uproszczenia wykorzystywać. Na pewno powinna trafić do jak największej ilości dziecięcych rąk, a opatrzona mądrym komentarzem dorosłych może zrobić wiele dobrego.

W nowym domu nigdy nie było nudno. Każde dziecko chciało bawić się Matem. Babu uwielbiał go karmić i ciągnąć za łapkę po ziemi. Samira zabierała go ze sobą do szkoły, Ahmed czytał mu elementarz albo woził samochodzikiem, a Sahar sadzała go obok komputera. Każdej nocy Mat spał z innym dzieckiem.

Codziennie stawał się trochę brudniejszy i bardziej zniszczony, chociaż nikt tego nie dostrzegał. Kilka razy wpadł so błota, kiedyś Samira wylała na niego zupę, a Babu mleko. Pani Fatima prała go i prała. Futerko misia zaczęło się przecierać, uszko się naderwało, a śliczne ubranka się pogubiły, ale nikomu to nie przeszkadzało. Dla wszystkich dzieci niedźwiadek wciąż był najpiękniejszą zabawką. Mat uwielbiał z nimi mieszkać.

Kot Karima i obrazki

To chyba jedna z najlepszych książek, jakie ostatnio wpadły mi w ręce. Kot Karima, czyli Biss, syryjski kot abisyński, też przewędrował kawał świata. A Karim? Karim jest syryjskim chłopcem, uchodźcą, uciekającym z rodzina przed złem wojny i znajdującym nowy dom w Polsce. To książka z ogromnym wyczuciem i delikatnością poruszająca bardzo trudny temat. I bardzo aktualny. Nie brakuje w niej jednak humoru, dzięki któremu emocje narastające w czasie czytania fragmentów opisujących obrazki malowane przez chłopca, a więc przeżycia uciekających z Damaszku, są nieco wyciszane. Na drugim planie pojawiają się bowiem mieszkańcy nowego domu Karima i to dzięki nim książka nabiera lekkości, bardzo tu potrzebnej.

Wysiadają. Te same druty, ta sama granica, to samo suche drzewo. Ale wokół drzewa – las białych namiotów! W namiotach – czyste materace, kolorowe koce. Ciężarówka. Z ciężarówki dla każdego: kubek, herbata, placek. Dla Bissa – łyk mleka i kęs placka. Pierwsza noc pod dachem. Nic, że brezentowy. Nic, że materac przy materacu. Mama tuli Karima, Karim tuli Bissa, babcia tuli walizkę. Niespokojne sny.

Rano – kubek, herbata, placek. I patrzenie przez druty. Za drutami- droga. Za drutami – nadzieja. Po tej stronie drutów tylko czekanie. I deszcze. Mży kropi, siąpi. Dzień, noc, dzień, noc. Który to już dzień, która to już noc? Postrzępione namioty, mokre materace, szare koce. Błotko, błoto, błocko.

W czytaniu obu książek bardzo ważna rolę do spełnienia mają dorośli, bo takie książki, takie tematy trzeba przegadać. Dla mnie zwłaszcza Kot Karima niesie ogromny ładunek emocjonalny, podejrzewam, że z punktu widzenia dziecka będzie on mniejszy, ale jednak nadal będzie. Nie oznacza to, że należy się tych książek bać. W żadnym wypadku. To bardzo mądre książki i mądrze napisane. To bardzo potrzebne książki. Dlatego polecam z całego serca i dzieciom, i dorosłym.

To my, rodzice, w znacznym stopniu kształtujemy to jak nasze dzieci postrzegają świat. I to od nas zależy, czy będę bały się inności, czy będą się z niej śmiać, czy będą ją akceptować. One słyszą naprawdę więcej niż nam się wydaje, i chłoną to jak gąbki. Szczerze mówiąc myślę, że rodzice tych dziewczynek z placu zabaw niekoniecznie musieli mówić o nas coś bardzo złego, wystarczy, że „ot tak” użyli potocznie używanych, a jednak pogardliwych słów mówiąc o Tacie Pyzy. Może nawet nie mieli nic złego na myśli, jednak nasionko zostało zasiane i ich córki postanowiły od inności się odwrócić, mimo, że wcześniej nawet jej nie zauważały.

 

Książka 1: Mat i świat
Autor: Agnieszka Suchowierska
Ilustracje: Tomasz Kaczkowski
Wydawnictwo: Krytyka Polityczna

Książka 2: Kot Karima i obrazki
Autor: Liliana Bardijewska
Ilustracje: Anna Sędziwy
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literatura

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *