Lecimy! Czyli o tym, jak przetwać lot z małym dzieckiem

Nie wiem czy też tak macie, ale ja po urlopie najchętniej wzięłabym dodatkowy tydzień wolnego, żeby odpocząć i dojść do siebie przed powrotem do pracy. Tym razem nie dało się zorganizować nawet jednego takiego dnia, bo wróciliśmy do domu w niedzielę (przyznaję, że to moja wina, to ja rezerwowałam bilety). A od poniedziałku – wiadomo – praca, zaległości… Ale uff! Wygrzebałam się z tego, ogarnęłam i jest obiecany post. Jak zaczynałam go to wyraźnie czułam, że zima jeszcze się nie skończyła. Dzisiaj już czuję wiosnę, a przecież wcale tak długo mi to pisanie nie zajęło. No ok. Trochę jednak tak.

Pyza w trakcie tej podróży skończyła 2 latka (kiedy to przeleciało?!?), ale pierwszy raz leciała samolotem gdy miała niespełna 6 miesięcy. Bałam się tego pierwszego lotu. Zanim zostałam mamą latałam dużo, ale nie da się w żaden sposób porównać podróży w pojedynkę z podróżą z małym dzieckiem. Nie wiedziałam jak ogarnę i dziecko, i bagaż, ani jak Pyza zniesie lot (a właściwie dwa, bo miałyśmy przesiadkę po drodze). Wcześniej odbyłyśmy już co prawda kilka długich podróży samochodem, ale jednak taka podróż ma inny charakter, to zdecydowanie nie to samo. Od tego pierwszego razu samolotem leciałyśmy kilkakrotnie, czasem w towarzystwie Taty, czasem same, ostatnio w towarzystwie dziadków. Każda z tych podróży była inna, bo, mimo że trasa właściwie ta sama, to podróż z półrocznym dzieckiem wygląda całkiem inaczej niż z dwulatkiem.

No to lecimy!

Na początek kilka informacji ogólnych dotyczących podróżowania samolotem z małym dzieckiem

  1. Wiek dziecka – przyjmuje się, że nie wolno latać z dzieckiem, które ma mniej niż tydzień ze względu na za mało rozwinięty organizm maluszka, nie gotowy jeszcze by radzić sobie ze zmianami ciśnienia. Z wiekem dziecka bezpośrednio wiąże się kwestia biletu. Dziecko, niezależnie od wieku, musi posiadać osobny bilet, jednak do 2-go roku życia lata sporo taniej pod warunkiem, że jest przewożone na kolanach rodzica. Oczywiście zawsze jest opcja wykupienia biletu z osobnym fotelem, co zapewni nam więcej miejsca i na taką opcję zdecydowałam się przy ostatniej podróży,  mimo, że przynajmniej w jedną stronę, nie było takiej formalnej konieczności. Uznałam jednak, że dla wygody Pyzy, naszej, a także współpasażerów, ten dodatkowy fotel nam się przyda (i była to słuszna decyzja). Jeśli dziecko podróżuje na kolanach rodzica najprawdopodobniej dostaniecie specjalny pas, którym przypina się dziecko do rodzica (piszę najprawdopodobniej, bo nie zawsze taki pas dostawałyśmy), jeśli nie będziecie wiedzieli jak sobie z tym pasem poradzić – nie bójcie się poprosić personelu pokładowego o pomoc.
    UWAGA: teoretycznie nie ma przeciwskazań by jedna osoba podróżowała z więcej niż jednym dzieckiem w wieku do 2 lat,  jednak ze względów bezpieczeństwa jeden dorosły może mieć na kolanach tylko jedno dziecko, a to oznacza, że dla drugiego musimy mieć fotelik, który zainstalujemy na sąsiednim siedzeniu.
  2. Dokumenty – Podstawowym dokumentem umożliwiającym dziecku podróżowanie po całym świecie jest oczywiście paszport (dopuszczalny jest także dowód osobisty), rzy odprawie zawsze pokazujemy ten dokument na który wystawiony jest bilet. Dziecko zawsze musi mieć własny dokument i nie może podróżować korzystając z dokumentów rodziców.,
    Loty na terenie Polski. Podstawowym dokumentem dziecka jest dowód osobisty, ale w przypadku bardzo małych dzieci niektóre linie (nie wszystkie!) mogą też uznać akt urodzenia dziecka.
    Loty na terenie strefy Schengen. Na terenie państw należących do strefy Schengen dzieci mogą podróżować z dowodem osobistym lub paszportem.
    Loty poza strefę Schengen Tylko paszport i, jeśli jest to wymagane, wiza.
  3. Wózek – jak najbardziej można go zabrać ze sobą w taką podróż. Są dwie opcje – można go nadać z bagażem rejestrowanym (bezpłatnie) i wtedy warto go zapakować w torbę, żeby uniknąć ewentualnych uszkodzeń. Taka wersja oznacza, że od odprawy do odlotu jesteście na lotnisku bez wózka. Druga opcja – nie oddajecie wózka z bagażem, podjeżdżacie nim do samego wejścia do samolotu, i dopiero tam oddajecie go obsłudze. Wózek odbieramy w takim przypadku zaraz po wyjściu z samolotu (na płycie lotniska, przed wejściem do autobusu, lub na początku rękawa). Niektóre linie lotnicze zapewniają plastikowe worki w które można zapakować wózek przed oddaniem, niestety nie wszystkie – warto wiec zabrać jakiś pas do spięcia wózka, żeby się nieoczekiwanie nie rozłożył w transporcie i nie uszkodził. Warto też rozważyć alternatywy – Pyza była „niewózkowa” więc nasza pierwsza podróż odbyła się bez wózka, za to z chustą, kolejna już ze spacerówką (parasolką) i nosidłem ergonomicznym, a następne bez żadnego z tych rozwiązań. Można też zabrać fotelik samochodowy, jednak musi on spełniać odpowiednie normy, by można było korzystać z niego w samolocie. Fotelik zabieramy oczywiście ze sobą na pokład – szczerze mówiąc nie widziałam nigdy nikogo z fotelikiem w samolocie, ale jest to możliwe rozwiązanie.
  4. Picie i jedzenie dla dziecka – jak wiadomo, w samolotach obowiązują bardzo restrykcyjne przepisy dotyczące wnoszenia na pokład płynów, a ostatnio często nawet wnoszenia płynów na teren lotniska. Reguła ta nie obejmuje jednak mleka, wody, soków czy jedzenia w słoiczkach dla niemowląt (w rozsądnych ilościach). Wystarczy przy bramce pokazać co mamy dla dziecka i albo będziemy poproszeni o spróbowanie mleka/wody/soku, albo (tak to się odbywa w Berlinie) jedzenie i napoje dla dziecka zostaną na chwilę zabrane przez pracownika lotniska i sprawdzone w jakiś tajemniczy sposób.  W samolocie, gdy dziecko zgłodnieje, można poprosić obsługę o podgrzanie mleka czy jedzenia (jeśli na pokładzie jest mikrofalówka), lub o podanie gorącej wody.
  5. Zmiany ciśnienia – dziecko tak samo jak my odczuwa w uszach zmiany ciśnienia zachodzące w trakcie startu i lądowania, pamiętajcie jednak, że małe dziecko nie zrozumie co się dzieje i nie będzie potrafiło sobie samo z tą niedogodnością poradzić. Jak możemy pomóc? Najlepiej podać coś do picia, może to być woda, albo sok (na przykład z kartonika ze słomką),a jeśli dziecko jest nadalna piersi, to oczywiście ona będzie najlepszym rozwiązaniem. Gdy Pyza była malutka to starałam się ją „przetrzymać”, i nie karmić przed samym startem (o ile się tego nie domagała) a jeśli była głodna dostawała jeść na tyle, żeby zaspokoić pierwszy głód, ale jeszcze łaskawie przyjąć pierś w trakcie wznoszenia się samolotu. Generalnie picie w czasie podróży jest bardzo ważne – powietrze w samolocie jest suche i łatwo się odwodnić. Nie żałujcie dziecku wody, czy mleka, by zaoszczędzić wizyt w toalecie. A skoro już o talecie mowa:
  6. Przewijanie – w toaletach, zarówno na lotnisku, jak i w samolocie, są przewijaki, więc przewinięcie szkraba nie powinno stanowić problemu. Przewijaniu na fotelach, w restauracjach i innych publicznych miejscach mówimy stanowcze NIE. Wiem, że są sytuacje ekstremalne, gdy trzeba pilnie rozwiązać śmierdzący problem, ale dobrze to zrobić tak dyskretnie i higienicznie jak to możliwe.
  7. Sposób na nudę – krzyczące i męczące dla współpasażerów dzieci w samolotach to najczęściej, po prostu, nudzące się dzieci. Czym je zająć? To sprawa bardzo indywidualna, zależna od wieku i preferencji danego malucha. Półrocznemu dziecku pewnie wystarczy ulubiona przytulanka i gryzak, przy starszych dzieciach przyda się książeczka (ta ulubiona, lub wręcz przeciwnie – całkiem nowa, żeby skuteczniej przyciągnęła uwagę i zajęła na dłużej), tablet/telefon z ulubioną kreskówką (pamiętajcie żeby maksymalnie wyciszyć, albo nawet wyłączyć dźwięk), coś do rysowania. Warto z dzieckiem chodzić, czy to na lotnisku, czy w samym samolocie (może niekoniecznie w porze wydawania posiłków). Pokazujcie, tłumaczcie, pozwólcie powyglądać przez okna – lotniska i samoloty są naprawdę fascynujące. PAMIĘTAJCIE: nie zabieramy zabawek grających, piszczących i śpiewających, szanujmy uszy i spokój współpasażerów.

Jak to ogarnąć? Jak się spakować? Czyli podstawowe rzeczy (dla dziecka), które powinny znaleźć się w bagażu podręcznym:

  • dokumenty dziecka
  • pieluszki
  • mokre chusteczki
  • mata do przewijania
  • ubranie na zmianę
  • wygodne butki (zwłaszcza gdy podróżujemy zimą)
  • o ile nie karmimy piersią – coś do picia/jedzenia
  • coś do zabawy

I kilka gadżetów, które sprawdziły się w czasie naszej ostatniej podróży

  1. Walizka z paskiem do ciągnięcia. To był strzał w dziesiątkę. Dziadek Pyzy podejrzał ten trick w czasie którejś z poprzednich podróży i sprezentował jej (nam) takie cudo. Wygląda może niepozornie, ale dzięki niej nie mieliśmy z Pyzą problemu na lotnisku, niewiele czasu spędzała na rękach (byliśmy bez wózka), dzięki czemu oszczędziliśmy nieco nasze kręgosłupy, poza tym walizeczka pomieściła doskonale większość rzeczy niezbędnych Pyzie w podróży. Dziecko może sobie na takiej walizce usiąść, a my możemy je ciągnąć, może też się samo odpychać nogami i jeździć bez naszej pomocy, może też oczywiście samo ciągnąć walizeczkę za sobą. Polecam z całego serca!
  2. Plecaczek ze smyczą. Może być, ale nie musi, w naszym przypadku to miejsce na kubeczek z wodą i jakieś przekąski. Ze smyczy nie korzystaliśmy – wystarczyło, że walizka jest na smyczy 🙂
  3. Tabliczka magnetyczna do rysowania. U nas zabierana tylko i wyłącznie w podróż, a więc podwójnie interesująca. Dziecko sobie rysuje, zmazuje, przybija pieczątki, a wszystko bez brudzenia siebie i otoczenia.
  4. Książka o lotnisku i samolotach. Z nami poleciała tym razem „Na lotnisku” z serii Otwórz i odkryj. Nie dość, że pasuje tematycznie, to jeszcze całkiem nowa, bo Pyza jej wcześniej nie widziała, no i z okienkami. Co może być lepszego?
  5. Tablet, a na nim ulubione kreskówki, czyli Baranek Shaun i Ciekawski George, oraz proste gry: baloniki które trzeba przekłuć na czas, żaba którą trzeba nakarmić kolorowymi muchami, czy proste kształty do wodzenia paluszkiem – dzięki temu przynajmniej na kilkanaście minut mieliśmy dziecko z głowy (co bywa bardzo potrzebne, wierzcie mi na słowo). A, że nie są to rzeczy z których Pyza korzysta codziennie, mogą być pomocne  w zażegnaniu potencjalnego kryzysu i szybkim odwróceniu uwagi.

Na koniec kilka ogólnych rad

  • Nie bierzcie za dużo bagażu podręcznego, zwłaszcza jeśli podróż odbywacie 1/1 (jedno dziecko i jeden dorosły).
  • Korzystajcie z pomocy obsługi na lotnisku i w samolocie – oni po to są. Nie zdażyło mi się żeby ktoś odmówił czegokolwiek, nawet potrzymania dziecka, gdy walczyłam z zaciętym wózkiem. Zresztą obsługa zawsze bardzo miło odnosiła się do Pyzy i na lotniskach, i w samolotach (fakt, że Pyza od maleńkiego jest niesamowicie kudłata, a do tego uśmiecha się do wszystkich i rozsyła buziaki pewnie w tym pomaga).
  • Po odprawie, ale przed wejściem do samolotu skorzystajcie z toalety, przewińcie dziecko, w samolocie też jest to możliwe, ale na lotnisku będzie Wam wygodniej (chociażby dlatego że będziecie mieć więcej miejsca).
  • W większości linii lotniczych, rodzice z małymi dziećmi są wpuszczani na pokład samolotu bez kolejki, bądźcie asertywni – nie bójcie się pytać i upominać o swoje prawa. Jeśli do samolotu podwozi Was autobus, po wyjściu z autobusu też podejdźcie do schodów z boku kolejki (zwłaszcza gdy jest zimno albo pada).
  •  Postarajcie się nie uprzykrzać podróży innym i nie pozwalajcie dziecku kopać w siedzenie, czy ciągnąć innych podróżujących za włosy (wiele rzeczy jestem w stanie wybaczyć małym pasażerom od czasu, gdy sama posiadam dziecko, jednak te dwie rzeczy wkurzają mnie nadal i jestem pewna, że gdzieś istnieje specjalne piekło dla rodziców, którzy pozwalają dzieciom na podobne rzeczy). Jednak, gdy zdarzy sie, że dziecko zacznie płakać, nie stresujcie się, zróbcie co możecie, żeby je uspokoić, a jeśli się nie da – trudno, przeczekajcie. To tylko dziecko. Pamiętajcie też – jesteście z dzieckiem pełnoprawnymi pasażerami. Nie bierzcie do siebie syknięć czy groźnych spojrzeń, nie przepraszajcie za to, że żyjecie.
  • Jeszcze raz – przewijanie, nie róbcie tego na siedzeniach, o ile sytuacja nie jest naprawdę awaryjna (jako sytuację awaryjną uznaję na przykład: samolot kołuje od dłuższej chwili do lądowania, nie wolno Wam wstać, łazienki są zamknięte, a Wasz maluch właśnie postanowił zrobić kupę, której zapach może sprawić, że przytomność stracicie nie tylko Wy i reszta pasażerów, ale i piloci, a jedynym sposobem, żeby go zneutralizować jest szybkie zamknięcie jej razem z pieluchą w szczelnym woreczku). Jeśli już musicie, niech odbędzie się to szybko i dyskretnie.

Wszystkie informacje, które podaję w tym poście wynikają z moich osobistych doświadczeń, o podpowiedzi poprosiłam też Lotoholika (Dziękuję!). Możliwe, że niektóre linie lotnicze (zwłaszcza jeśli będą to tanie linie, lub czarter) będą miały nieco inne zasady. Zawsze warto się upewnić i sprawdzić na stronie przewoźnika lub u przedstawiciela danych linii. 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *