Książkowo-filmowo, odsłona 1: Dzika droga

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Często sięgacie po książkę po obejrzeniu jakiegoś filmu albo oglądacie ekranizację po przeczytaniu czegoś ciekawego? Mi zdarza się to regularnie, w większości przypadków porównania wypadają na korzyść książki, ale nie zawsze.  Dwie z książek na powyższym zdjęciu sprawiły, że postanowiłam obejrzeć filmy na ich podstawie, a jedną z nich zakupiłam po obejrzeniu filmu. Planuję napisać o wszystkich trzech, ale każda z nich zasługuje na osobny post.

Na pierwszy ogień Dzika droga, napisana przez Cheryl Strayed i wydana w Polsce przez Wydawnictwo Znak.

W tym przypadku zaczęło się od książki. I w sumie sama nie wiem, czy to dobrze, czy może lepiej byłoby zacząć od filmu?

Na szczęście niewiele wiedziałam o tej książce zanim wpadła mi w ręce, niewiele wiedziałam też o filmie – niewątpliwie jest to jedna z zalet mieszkania na końcu świata, z małym dzieckiem i absorbującą pracą. Dlaczego „na szczęście”? Bo opisy i recenzje na które trafiłam już po przeczytaniu książki często były zniechęcające, paradoksalnie – nawet te pozytywne.

To książka drogi. Przy czym „droga” może mieć tu wiele znaczeń. To nie tylko wędrówka PCT (Pacific Crest Trail), to także podróż do przeszłości, to wyprawa do najdalszych zakamarków własnej duszy, to droga na końcu której żegnamy ważnych dla nas ludzi, przechodzących na drugą stronę rzeki.

Cheryl, mocno doświadczona przez życie, pogubiona po utracie bliskiej i ważnej osoby, postawiła wszystko na jedną kartę. Pod wpływem impulsu (i książki) podjęła decyzję i wyruszyła w samotną, liczącą tysiące kilometrów podróż. Ze zbyt dużym plecakiem, w za małych butach, bez właściwego przygotowania i doświadczenia, ale za to z przekonaniem, że musi to zrobić. Trzy miesiące. Tyle czasu zajęła jej wędrówka. Trzy miesiące z dala od cywilizacji, zdana na siebie i przypadkowych ludzi spotkanych po drodze. Z bardzo małą ilością pieniędzy, ale z ogromnym bagażem doświadczeń.

„Był to układ, który zawarłam sama ze sobą wiele miesięcy wcześniej, i jedyna rzecz, która pozwalała mi samotnie podróżować. Wiedziałam, ze jeśli pozwolę, by opanował mnie strach, moja podróż będzie skazana na porażkę. Strach w znacznym stopniu rodzi się z tego, co sami sobie wmówimy. Postanowiłam zatem wmówić sobie coś innego, niż zwykle opowiada się kobietom. Zdecydowałam, że jestem bezpieczna. Jestem silna. Jestem dzielna. Nic mnie nie pokona”.

Jeśli szukacie dramatycznej walki o życie w czasie wyprawy przez dzicz to w tej książce jej nie znajdziecie, przynajmniej nie w dosłownym znaczeniu. Oczywiście nie był to spacer po parku, było trudno, bywało niebiezpiecznie, jednak Cheryl na szlaku musiała zmierzyć się przede wszystkim z własnymi ograniczeniami, fizycznymi i emocjonalnymi. Ze strachem, samotnością i własnymi myślami. A wszystko to w poszukiwaniu własnego ja i spokoju ducha.

„Samotność zawsze wydawała mi się realnym miejscem, jakby nie był to stan ducha, tylko pomieszczenie, w którym mogłam się skryć i być tam sobą. Radykalna samotność PCT zmieniła to odczucie. Samotność nie była już pomieszczeniem, lecz całym światem. Teraz byłam samotna w tym świecie (…)”

Sama książka powstała kilka lat po przejściu przez autorkę PCT. Możliwe, że to dzięku upływowi czasu i zmianie perspektywy udało jej się napisać opowieść szczerą i z dystansem do siebie samej. Cheryl wyruszająca na PCT jest pod wieloma względami lekkomyślna i irytująca. Cheryl z retrospekcji, w swoim pędzie ku autodestrukcji, jest jeszcze dalsza od ideału. Jest jednak w tym bardzo ludzka, i chyba dzięki temu tak wiele osób pokochało tę książkę.

Czy znajdziecie w niej uniwersalną receptę na szczęście? Niekoniecznie. I bardzo dobrze. Nie jest to kolejny poradnik o tym jak żyć długo i szczęśliwie, pełen wzniosłych myśli i cytatów do powieszenia nad łóżkiem (biurkiem, na lodówce, czy gdzie tam ludzie wieszają cytaty). Wiem, że jest wiele osób, które analizują każdą myśl i każde zdanie w „Dzikiej drodze”, wyłapując „złote myśli” i  próbując na marginesach jednak taką receptę stworzyć. Ja jednak polecam po prostu udać sie z Cheryl w podróż…

Nie jest to zdecydowanie książka na jeden wieczór, do tego mocno wciąga, więc przez kilka dni nieźle kombinowałam jak uszczknąć trochę czasu żeby poczytać. Ale było warto.

Cheryl na szlaku (ze strony autorki: http://www.cherylstrayed.com/)
Cheryl na szlaku (ze strony autorki: http://www.cherylstrayed.com/)

A film? Przecież miało być też o filmie!

Świetna Reese Witherspoon. Piękne widoki. Na pewno wart obejrzenia. Jest jedno ale… sam film może zostawić niedosyt, za mało w nim (jak dla mnie) podróży po Pacific Crest Trail, przynajmniej ja takie miałam odczucia. Mam oczywiście swiadomość tego, że film ma ograniczenia – między innymi czasowe, więc nie dałoby się zmieścić w filmie wszystkiego. Dlatego dla mnie był on przede wszystkim świetną ilustracją do książki. Dlatego jeśli obejrzeliście film, ale po książkę jeszcze nie sięgneliście to zróbcie to! Koniecznie!

Polski zwiastun na zachętę:

Dodam jeszcze, że historia Sheryl zainspirowała do podobnych wypraw dwoje z moich znajomych. Nie wyruszyli jednak na PCT, oboje wybrali na wędrówkę Europę. Koleżanka wędrowała szlakiem przez Hiszpanię, a kolega wędrował samotnie z plecakiem przez Skandynawię. Mam nadzieję, że na końcu podróży znaleźli to czego szukali 🙂

Z kolei dwóch chłopaków z Polski postanowiło wybrać się właśnie na PCT, zaplanowali podróż, zebrali finanse, a relację z ich wędrówki (ciągle trwającej) znajdziecie tu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *