Jest taka księgarnia…

Jest taka księgarnia do której zaglądam gdy tylko mam okazję. Nie tylko dlatego, że dają tam dobrą kawę. Nie tylko dlatego, że można tam zapytać o książkę i rzeczywiście uzyskać pomoc. Ale dlatego, że pracują tam ludzie którzy lubią książki.

W czasie ostatniej wizyty w okolicy miałam tam nie zachodzić, śpieszyłam się do domu, do Pyzy. Okazało się jednak, że dzięki jakiejś szkolnej paradzie mój samochód utknął, musiałam przeczekać. Takiej okazji nie mogłam zmarnować.  Szperając wśród książek dojrzałam jedną z naklejoną na okładce żółtą karteczką typu Post-it – z notatką, że warto tę książkę przeczytać ze względu na sentencje jakie się w niej pojawiają oraz wskazówką gdzie takie przykładowe zdanie można znaleźć.

Oczywiście zajrzałam, przeczytałam wskazany kawałek. I kupiłam. Kupiłam też kilka innych książek, jak zawsze.

Niby nic. Ale jakie to fajne, że komuś się chce. Nie tylko przeczytać, ale i zostawić taką notkę. Szczerze mówiąc, gdyby nie ta karteczka, pewnie nawet nie wzięłabym tej książki do ręki. Seria z miotłą, średnio atrakcyjna okładka. I jeszcze ten tytuł. Niekoniecznie. No sami powiedzcie?

Gwoli sprawiedliwości – oryginalny tytuł to „Little blessings”. Więc nieco lepiej. Nieco. I chyba lepiej oddaje on charakter książki.

Ponoć pierwsze zdanie książki jest najważniejsze. Zależy od niego decyzja o jej wydaniu (lub nie). A na pewno to, czy osoba decydująca o tym przeczyta pierwszy rozdział.  „Dary życia” (fuj, wolę nie pamiętać jaki polski tytuł ma ta książka) zaczyna się tak:

,,I oto się zjawiła, witana w tym zaścianku jak świeże powietrze w multipleksie; kobieta, która – jak donosiły plotki – ośmieliła się być szczęśliwa”

Potem też nie jest źle. To jedna z tych książek, które czyta się lekko i przyjemnie. Kilka razy głośno się śmiałam, nie każda książka to zapewnia. Dodatkowo, sugerując się karteczką z księgarni, strałam się wyłapywać „perełki” co na pewno sprawiło, że lektura była ciekawsza.

Fabuła toczy się w amerykańskim miasteczku uniwersyteckim. Są tu romanse, alkoholizm, kompleksy, ludzie, którzy postanowili za wszelką cenę wpasować się w środowisko, i inni, wręcz przeciwnie, buntujący się przeciwko konwenansom. Można powiedzieć, że postacie są dosyć proste, może nawet „papierowe”, ale przecież nie w każdej książce bohaterowie muszą być dramatyczni i skomplikowani. Wydaje mi się, że jest to zamierzone. To nie ma być książka o wielkich dylematach, ale o poszukiwaniu szczęścia. O tym, że każdy, choćby nie wiadomo jak się ukrywał pod płaszczykiem arogancji, agresji, wymyślnych strojów, tak naprawdę szuka tego samego. Być może problemy przedstawiane w książce są nieco banalizowane, a niektóre zwroty akcji trochę absurdalne, ale  wiecie co? Nie przeszkadzało mi to.

,,Przemyślawszy tę sprawę – na tyle, na ile był w stanie myśleć o czyś tak nielogicznym, zgoła fantastycznym – Tom doszedł do wniosku, że podjęcie wyzwania szczęśliwej przyszłości jest największym aktem odwagi, na jaki zdobył się w życiu. Każda zmiana była dla niego wyzwaniem, ale ta zmiana wymagała wyczynu jak na sterydach, zmiany całego życiowego paradygmatu.”

Podsumowując: jest to ciepła i pozytywna lektura. I zostawia człowieka z poczuciem, że każdy może znaleźć swój spokój, swoje szczęście. Że czasem droga do nich jest wyboista, ale do pokonania.

PS
Celowo nie wrzucam zbyt wielu cytatów, nie chcę Wam psuć zabawy 😉

PPS
Chcecie wiedzieć o jakiej księgarni mowa? To księgarnia Pegaz znajdująca się w Choszcznie przy ulicy Wolności. Mają też stronę internetową – http://pegaz.osdw.pl/. Szkoda, że bez żółtych karteczek…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *